Tegoroczna wyprawa do Włoch dostarczyła mi wielu nieoczekiwanych wrażeń ogrodniczych związanych nie tylko z podziwianiem ogrodów willi Medyceuszy, o czym napiszę innym razem, ale także z ogromem toskańskiego szkółkarstwa. To bowiem oznacza użyte przeze mnie słowo vivaismo.
Dzisiaj rozpoczynam kolorystyczny, subiektywny przegląd uprawianych przeze mnie pomidorów. Ogólnie to grupa pomidorów o czarnych, ale tak na prawdę ciemnoczerwonych lub brązowych owocach o różnej wielkości, kształcie i smaku.
Moja ostatnia wyprawa na zagon pomidorowy zaowocowała ( dosłownie i w przenośni ) licznymi odkryciami.
Wczoraj wychodząc do ogrodu pomiędzy kolejnymi burzami zauważyłam, że dojrzewają pierwsze pomidory. W tym roku najszybszy okazał się pomidor koktajlowy Sungold Plantico oraz Micro cherry Kiepenkerl.
Wreszcie minęły nocne przymrozki i pogoda ustabilizowała się na tyle, że nadeszła pora przeprowadzki pomidorów z parapetów okiennych na grządki ogrodowe.
W majowy weekend porzuciłam na kilka dni doglądanie mojej hodowli pomidorów, walkę z rosnącymi bujnie chwastami oraz chorobami grzybowymi drzewek owocowych i wybrałam się na wycieczkę do Saksonii. Ta oddalona o 2 godziny jazdy od Polski kraina obfituje w liczne zamki, pałace i oczywiście ogrody.
Dwa tygodnie temu przesadzałam siewki pomidorów z palety rozsadowej do doniczek. Dzisiaj niektóre z nich mają już ponad 20cm, a ja się martwiłam, że za późno zostały posiane. W kuwetach rozsadowych zrobiło się gęsto. Większość sadzonek ma już swoje podpórki mikro-paliki z bambusowych patyczków do szaszłyków ( do grilla się raczej nie przydadzą przy tych temperaturach).