Koniec sierpnia to w moim 100-pomidorowym lesie moment szczególny. Pomidory nadal owocują, na krzakach wisi mnóstwo zielonych i dojrzewających owoców, ale coraz wyraźniej widać, że lato powoli zmierza ku końcowi. Dni są krótsze, noce chłodniejsze, rano coraz częściej pojawia się rosa. Zmieniają się warunki, więc zmienia się też sposób, w jaki opiekuję się pomidorami.
- Koniec sierpnia to jeszcze nie koniec pomidorów
- Czas na ogławianie pomidorów
- Wilki nadal rosną
- Liście – usuwam, ale bez robienia z pomidora palmy
- Codzienny obchód 100-pomidorowego lasu
- Ochrona biologiczna działa przez cały sezon
- A co z nawożeniem pod koniec sierpnia?
- Podlewanie – spokojniej, ale nadal regularnie
- Zrywać pomidory czy zostawiać na krzaku?
- Jeszcze nie czas na jesienne porządki
W czerwcu najważniejszy był wzrost, podwiązywanie i usuwanie wilków. W lipcu doszła intensywna ochrona przed chorobami i oczywiście zbiory. Pod koniec sierpnia mój cel jest już trochę inny – chcę, aby rośliny przede wszystkim wykarmiły i doprowadziły do dojrzałości owoce, które już na nich są.
I żeby robiły to jak najdłużej.
Koniec sierpnia to jeszcze nie koniec pomidorów
Koniec wakacji nie oznacza końca pomidorowego sezonu. W dobrym roku pomidory gruntowe mogą owocować przez cały wrzesień, a szklarniowe jeszcze znacznie dłużej. W poprzednich sezonach moje pomidory w gruncie rosły nawet do początku października.
Dlatego nie likwiduję krzaków tylko dlatego, że wyglądają już mniej efektownie niż w lipcu. Starszy pomidor ma prawo mieć trochę pożółkłych dolnych liści, mniej nowych przyrostów i coraz mniej kwiatów. Interesuje mnie przede wszystkim to, czy roślina jest zdrowa i czy ma jeszcze owoce, które mogą dojrzeć.
Jeżeli tak – zostaje.
Czas na ogławianie pomidorów
Przez większą część lata pozwalam wysokorosnącym pomidorom piąć się w górę. Pod koniec sierpnia przychodzi jednak moment, kiedy dalszy wzrost nie ma już większego sensu.
Nowe kwiaty, które pojawią się teraz wysoko na roślinie, mają coraz mniejszą szansę wydać dojrzałe owoce przed nadejściem chłodów. Dlatego ogławiam wysokorosnące pomidory, czyli usuwam ich wierzchołki wzrostu.
Nie robię tego według jednej kalendarzowej daty dla wszystkich krzaków. Odmiany różnią się tempem wzrostu, wysokością i liczbą zawiązanych gron. Obserwuję więc każdą roślinę i zostawiam nad ostatnim gronem liść, który nadal będzie uczestniczył w fotosyntezie.
Od tej chwili pomidor nie musi już inwestować energii w zdobywanie kolejnych centymetrów wysokości. Ma przed sobą ważniejsze zadanie – dojrzewanie tego, co już wyprodukował.
Wilki nadal rosną
Kto liczył na to, że pod koniec sierpnia pomidory przestaną wypuszczać wilki, może się rozczarować.
W kątach liści nadal pojawiają się nowe pędy boczne. Szczególnie szybko dzieje się to po deszczu i przy ciepłej pogodzie. Zupełnie nie są potrzebne, dlatego regularnie je usuwam.
Pozostawione odrosty zagęszczają krzak, zużywają substancje odżywcze i utrudniają przepływ powietrza. A właśnie dobra wentylacja pomidorowego lasu będzie w najbliższych tygodniach coraz ważniejsza.
Liście – usuwam, ale bez robienia z pomidora palmy
Pod koniec sezonu wielu ogrodników szczególnie kusi, żeby „odsłonić owoce” i oberwać prawie wszystkie liście. Ja nadal tego nie robię.
Liść pomidora nie jest niepotrzebnym dodatkiem do owocu. To fabryka, która dzięki fotosyntezie produkuje związki potrzebne roślinie, również dojrzewającym pomidorom.
Dlatego stosuję tę samą zasadę, o której pisałam wcześniej w artykule o usuwaniu liści pomidorów – pozostawiam tyle zdrowych liści, ile tylko mogę.
Usuwam przede wszystkim liście chore oraz te, które nadmiernie zagęszczają wnętrze krzaka i utrudniają cyrkulację powietrza.
Codzienny obchód 100-pomidorowego lasu
Przy ponad stu krzakach nie da się dokładnie obejrzeć każdego liścia każdego dnia. Staram się jednak regularnie przechodzić pomiędzy rzędami i szukać tego, co odbiega od normy.
Podejrzane plamy na liściach, zasychające fragmenty, zmiany na łodygach czy owoce z brunatnymi plamami trzeba zauważyć jak najwcześniej.
Szczególnie zaraza ziemniaczana nie jest chorobą, przy której warto czekać kilka dni i sprawdzać „co z tego będzie”. Chory liść usuwam od razu.
Przy takiej liczbie pomidorów kilka pojedynczych zmian nie oznacza jeszcze katastrofy. Ważne jest, czy choroba pozostaje ograniczona, czy każdego dnia pojawiają się nowe ogniska.
Ochrona biologiczna działa przez cały sezon
W tym roku ochronę mojego pomidorowego lasu zaczęłam znacznie wcześniej, zanim pojawiły się poważne objawy chorób. Stosowałam preparaty mikrobiologiczne zawierające pożyteczne bakterie i grzyby, między innymi FUNGILITIC, FitoProtect, Trichofit i BIO-Blend, Uodpornij, a kondycję roślin wspierałam również Nanosilanem.
Pisałam o tym szerzej w artykule Biologiczna ochrona pomidorów przed zarazą ziemniaczaną i alternariozą.
Nie traktuję preparatów mikrobiologicznych jak cudownego lekarstwa. Ich zadaniem jest stworzenie roślinom możliwie dobrych warunków i zwiększenie ich szans w starciu z patogenami.
Pod koniec sierpnia widać szczególnie dobrze, dlaczego ochrona pomidorów zaczyna się dużo wcześniej niż pierwszy zauważony chory liść.
Silny krzak z dobrze rozwiniętym systemem korzeniowym, odpowiednio odżywiony i prowadzony przez całe lato, ma znacznie większą szansę dotrwać ze zdrowymi owocami do jesieni.
I kiedy niektórzy ogrodnicy nie stosujący wsparcia mikrobiologii już z konieczności likwidują swoje uprawy, ja nadal mam zdrowe pomidory.
A co z nawożeniem pod koniec sierpnia?
Pomidory nadal mają na krzakach kilogramy owoców, więc nie przestają nagle potrzebować składników pokarmowych tylko dlatego, że kończą się wakacje.
Zmienia się jednak cel nawożenia.
Nie zależy mi już na produkowaniu ogromnej masy nowych liści i pędów. Dlatego szczególnie ważne jest, aby nie przesadzać z azotem. Teraz roślina ma przede wszystkim utrzymać zdrowe liście i wykarmić owoce.
W poprzednich sezonach stosowałam w tym okresie nawożenie dolistne z dodatkiem kwasów humusowych. Także w tym roku kwasy humusowe są jednym z elementów mojego programu wspierania pomidorów. Kilka dni temu przeprowadziłam ostatnie w tym sezonie nawożenie potasem zawartym w Vinassie.
Podlewanie – spokojniej, ale nadal regularnie
Podlewanie pod koniec sierpnia także wymaga obserwacji pogody.
W szklarni nadal kontroluję wilgotność gleby i podlewam obficie, ale niepotrzebnie nie moczę podłoża każdego dnia. W gruncie sytuację reguluje częściowo pogoda.
Najgorsze są gwałtowne zmiany – długie przesuszenie, a potem duża ilość wody. Dojrzewające pomidory reagują na takie wahania pękaniem.
Zrywać pomidory czy zostawiać na krzaku?

Dojrzałe owoce zbieram na bieżąco.
Nie widzę powodu, aby dojrzały pomidor wisiał na krzaku kilka dodatkowych dni, szczególnie kiedy zapowiadany jest deszcz. Zwiększa się wtedy ryzyko pękania owoców, a usunięcie dojrzałych pomidorów trochę odciąża również same pędy i podpory.
Pod koniec sierpnia coraz częściej zaglądam też do prognozy pogody. Jeśli przed nami jest kilka chłodnych, deszczowych dni, można zebrać owoce, które zaczęły już zmieniać kolor. Bez problemu dojrzeją w domu.
Natomiast zupełnie zielone pomidory, jeżeli krzak jest zdrowy, nadal pozostawiam na roślinie. Wrzesień potrafi być bardzo pomidorowym miesiącem.
Jeszcze nie czas na jesienne porządki
Koniec sierpnia może sprawiać wrażenie końca sezonu, szczególnie kiedy patrzymy na pierwsze żółknące liście i coraz krótszy dzień.
Ja jednak jeszcze kończę uprawy mojego 100-pomidorowego lasu.
Nie po to od marca wysiewałam nasiona, produkowałam rozsadę, sadziłam ponad sto pomidorów, podwiązywałam je, usuwałam wilki, podlewałam, nawoziłam i chroniłam przed chorobami, żeby pod koniec sierpnia uznać sezon za zakończony.
Teraz zaczyna się jego ostatni etap.
Mniej wzrostu, mniej nowych kwiatów i coraz mniej liści. Za to dużo owoców, które czekają na swoją kolej.
Jeżeli pogoda będzie łaskawa, przed moim 100-pomidorowym lasem jest jeszcze cały wrzesień.
A ja zamierzam ten miesiąc wykorzystać do ostatniego pomidora.
Dodaj komentarz