Czy można być jednocześnie biologiem i poetą? Okazuje się, że tak, a najlepszym dowodem jest Urszula Zajączkowska i jej książka „Patyki, badyle” wydana przez Wydawnictwo Marginesy. To jedna z tych książek, które trudno przypisać do konkretnego gatunku literackiego. Nie jest typową książką popularnonaukową o roślinach, choć zawiera sporo wiedzy biologicznej. Nie jest też tomikiem poezji, chociaż język autorki bywa niezwykle poetycki.

Urszula Zajączkowska jest absolwentką a teraz adiunktem na Wydziale Leśnym SGGW, czyli botanikiem z wykształcenia i zamiłowania, naukowcem i poetką. Zajmuje się badaniem roślin, ich budowy, wzrostu i funkcjonowania. Potrafi jednak opowiadać o nich w sposób, który daleko wykracza poza naukowy opis. W jej książce wiedza biologiczna spotyka się z wrażliwością na piękno, przemijanie i kruchość życia.

Patyki, badyle czyli rośliny, na które zwykle nie zwracamy uwagi

Już sam tytuł „Patyki, badyle” jest przewrotny. Patyki i badyle to przecież coś zwyczajnego, często niepotrzebnego. Suche łodygi, połamane gałązki, resztki roślin, które po zakończeniu sezonu usuwamy z ogrodu. Tymczasem dla autorki są one fascynującym światem, w którym nawet najmniejszy szczegół zasługuje na uwagę.

Zajączkowska potrafi dostrzec piękno tam, gdzie inni widzą jedynie obumarłą roślinę. Pisze o świecie przyrody z perspektywy człowieka, który zna jego biologiczne mechanizmy, a jednocześnie nie przestał się nimi zachwycać.

Patyki, badyle
Chmiel uciekinier,

Szczególnie podoba mi się sposób, w jaki autorka patrzy na rośliny. Nie traktuje ich wyłącznie jako obiektów badań. Dostrzega w nich organizmy mające własną historię, podlegające nieustannym zmianom, reagujące na otoczenie. Zwykły fragment rośliny może stać się początkiem rozważań o życiu, czasie czy śmierci.

Biologia napisana językiem poezji

Największą siłą tej książki jest język. Zajączkowska pisze pięknie, chwilami niemal poetycko, a jednocześnie potrafi przekazać wiedzę naukową. Jej opowieści nie przypominają wykładów z botaniki. Są pełne obserwacji, skojarzeń i refleksji, które prowadzą czytelnika w nieoczekiwanych kierunkach.

Niektóre fragmenty czyta się jak krótkie eseje przyrodnicze, inne jak literackie obrazy. Autorka swobodnie przechodzi od szczegółów budowy roślin do rozważań o człowieku i jego miejscu w świecie. Wymaga to od czytelnika pewnej otwartości, ponieważ nie zawsze wiadomo, dokąd zaprowadzi nas kolejna opowieść.

To również książka o uważności. O dostrzeganiu rzeczy małych, pozornie nieistotnych, które mijamy każdego dnia. Dla ogrodnika jest to szczególnie interesująca perspektywa. Przyzwyczajeni do obserwowania wzrostu, kwitnienia i owocowania roślin, rzadziej zastanawiamy się nad pięknem ich starzenia się, zamierania i rozkładu.

Książka nietypowa, ale warta przeczytania

„Patyki, badyle” nie są lekturą dla kogoś, kto szuka praktycznych porad ogrodniczych, opisów gatunków czy prostych wyjaśnień zjawisk przyrodniczych. Nie jest to również książka, którą koniecznie trzeba czytać od początku do końca jednym ciągiem.

Moim zdaniem najlepiej czytać ją powoli, po kilka opowieści, smakować, pozostawiając sobie czas na zastanowienie. Niektóre fragmenty zachwycają językiem, inne zaskakują spojrzeniem na dobrze znane zjawiska. Są też takie, do których warto wrócić.

To piękna, nietypowa książka, która pokazuje, że nauka i literatura mogą się znakomicie uzupełniać. Biolog dostrzega to, czego nie zauważy przeciętny obserwator, a poeta potrafi nadać tym obserwacjom niezwykłą formę. To już drugie, rozszerzone wydanie tej książki, z większą ilością fotografii autorki.

Polecam ją miłośnikom przyrody, ogrodnikom i wszystkim, którzy lubią piękną literaturę. Nie trzeba być botanikiem, żeby docenić tę książkę. Wystarczy ciekawość świata i gotowość do spojrzenia na rzeczy zwyczajne z nieco innej perspektywy.