Zaraza ziemniaczana na pomidorach – ten temat poruszałam już na blogu. W 2022 roku pisałam jak rozpoznać pierwsze objawy i kiedy sięgnąć po oprysk. Od tamtej pory minęło kilka sezonów, a w moim ogrodzie (jak pewnie i w Waszych) niejeden raz zdarzyło mi się patrzeć z niepokojem na pierwszy oliwkowo-czarny listek. Postanowiłam więc wrócić do tematu i sprawdzić, co przez te lata się zmieniło – bo zmieniło się naprawdę sporo, zarówno jeśli chodzi o samego sprawcę choroby, jak i o to, czym możemy się przed nim bronić.
Zaraza ziemniaczana wciąż w natarciu – i wciąż się zmienia
Phytophthora infestans to organizm, który potrafi zaskakiwać – nieustannie pojawiają się jego nowe genotypy, bardziej odporne na fungicydy niż te sprzed lat. Od 2022 roku najgłośniej było o klonie EU43, który okazał się mniej wrażliwy na niektóre popularne substancje, a później dołączył do niego EU46 o podobnym profilu. Dobra wiadomość jest taka, że dzięki temu, że rolnicy i ogrodnicy zaczęli częściej zmieniać stosowane środki, udział EU43 w populacji patogenu w Europie wyraźnie zmalał w ostatnich sezonach. Obecnie w wielu krajach, także w Polsce, dominuje inny klon – EU36 – a na horyzoncie majaczy już kolejny, EU47. Jak widać zaraza nie stoi w miejscu, więc my też nie możemy trzymać się sztywno jednego sprawdzonego sposobu z przeszłości.
Pożegnanie ze starymi znajomymi
To chyba najważniejsza zmiana, jaką odczułam osobiście, szukając środków do swojego ogrodu. Z rynku zniknęło kilka substancji, które od lat były podstawą ochrony pomidorów:
- mankozeb
- metiram (m.in. znany Polyram),
- dimetomorf
Z drugiej strony pojawiły się nowe preparaty – Consento, Dynox, Klapton, Orondis Evo czy Nutivax. Niestety żaden z tych nowych środków nie jest dostępny dla ogrodników i działkowiczów – wszystkie wymagają szkolenia i zaświadczenia, bo są przeznaczone wyłącznie dla użytkowników profesjonalnych.
Pogoda robi swoje
Coraz częściej mam wrażenie, że nie da się już przewidzieć sezonu na podstawie tego, co było „zawsze”. W niektórych latach zaraza atakowała wcześnie i mocno, w innych – jak w 2025 roku – ciepła i sucha pogoda przez większość lata wyraźnie ograniczyła presję choroby w wielu rejonach Europy. Dlatego zamiast liczyć na stały kalendarz, lepiej co roku obserwować rośliny na bieżąco i śledzić lokalne komunikaty warzywnicze.

Czym możemy bronić się przez zarazą ziemniaczaną?
Zacznę od profilaktyki, czyli środków mikrobiologicznych. O stosowanych przeze mnie preparatach pisałam kilku artykułąch na moim blogu np. Ochrona pomidorów przed chorobami grzybowymi . Również w tym roku – a jest koniec lipca – do tej pory stosuje tylko preparaty mikrobiologiczne i Nanosilan.
I jak na razie pomimo niekorzystnej pogody – chłodnej i deszczowej, pomidory rosną zdrowo.
Oczywiście liczę się z tym, że nadejdzie moment kiedy trzeba bedzie sięgnąć po środki chemiczne, których dostępnych dla nieprofesjonalnych ogrodników zostało już bardzo mało.
Oto lista środków, które mają w rejestracji zarazę ziemniaczaną na pomidorze i status „dla użytkowników nieprofesjonalnych”:
Środki miedziowe (działanie kontaktowe, zapobiegawcze)
- Miedzian Extra 350 SC – w formie płynnej
- Miedzian 50 WP – klasyk w proszku
Środki wgłębne i systemiczne
- Revus 250 SC (substancja: mandipropamid)
- Amistar 250 SC (azoksystrobina) – oprócz zarazy radzi sobie też z alternariozą i szarą pleśnią.
- Signum 33 WG (piraklostrobina + boskalid)
To wprawdzie niewielka lista, ale ma jedną zaletę – substancje czynne tych środków różnią się mechanizmem działania. Jest więc możliwość rotacji środków z różnych grup chemicznych.
Czyli jest dobrze ale nie najlepiej
Podsumowując – z jednej strony znacznie zwiększył się wybór biologicznych środków w profilaktyce zarazy ziemniaczanej – także w małych ogrodowych opakowaniach.
Z drugiej strony kiedy już choroba zaatakuje pomidory, to mamy bardzo niewiele chemicznych środków ochrony roślin do walki z nią. Miejmy nadzieję, że to co jest wystarczy. W przeciwnym razie razie trzeba będzie odbyć kurs chemizacyjny w najbliższym Ośrodku Doradztwa Rolniczego.
Dodaj komentarz