Są ludzie, którzy z wakacji przywożą magnesy na lodówkę, regionalne alkohole, ceramikę albo ubrania. Ogrodnik wraca z roślinami. Przynajmniej ja tak mam. Jeśli po drodze zobaczę szkółkę, centrum ogrodnicze albo choćby dział ogrodniczy w markecie, trudno mi przejść obok niego obojętnie.
W tym roku wakacyjna trasa prowadziła przez Niemcy do Włoch, więc okazji do powiększenia kolekcji nie zabrakło. I chociaż samochód w drodze powrotnej miał pomieścić bagaże z kilkunastodniowego wyjazdu, miejsce dla kilku doniczek oczywiście się znalazło.
Z Włoch musiały wrócić cytrusy

Z Włoch przywiozłam dwie rośliny. Pierwszą jest cytryna Citrus limon. Niby nic niezwykłego, bo cytryny można bez problemu kupić również w Polsce, ale roślina przywieziona z włoskich wakacji ma dla mnie zupełnie inną wartość. Będzie nie tylko kolejnym cytrusem w kolekcji, ale również żywą pamiątką z podróży. W przypadku tego okazu spodobał mi się jej okazały wygląd i duże owoce, znacznie większe od owoców cytryny, która już mam.

Ciekawym zakupem okazał się Citrus hystrix Papeda, czyli limonka kaffir. Już same owoce wyglądają tak, że trudno przejść obok nich obojętnie. Są duże, nieregularne, z bardzo grubą, mocno pofałdowaną skórką. W porównaniu z gładką cytryną wyglądają wręcz trochę prehistorycznie.

Choć roślina ta ma wiele nazw, to najbardziej spodobała mi się polska – skrzydła anioła. Określenie to pochodzi od kształtu liści , które składają się z dwóch części.

Dla mnie najważniejsze było jednak to, że trafiłam na roślinę, której dotąd nie miałam. A dla kolekcjonera roślin jest to argument bardzo przekonujący.
Tranzyt przez Niemcy też może być niebezpieczny
Podróż do Włoch oznaczała również przejazd przez Niemcy. Mogłoby się wydawać, że tranzyt służy głównie temu, żeby możliwie szybko dotrzeć do celu. Tyle teoria.
W praktyce zawsze znajduję czas na wizytę w OBI, bo oferta niemiecka jest bogatsza od polskiej. A skoro już weszłam na dział ogrodniczy, nie mogłam wyjść z pustymi rękami.

Do samochodu trafił przede wszystkim karłowy figowiec ‘Little Miss Figgy’. Jest znacznie bardziej kompaktowa od wielu tradycyjnych figowców, dzięki czemu dobrze nadaje się do uprawy w donicy. To duża zaleta w naszym klimacie, bo roślinę można latem wystawić do ogrodu, a przed nadejściem silniejszych mrozów przenieść w bezpieczniejsze miejsce.

Na tym oczywiście się nie skończyło. Kiedy zajrzałam na regał z przecenionymi roślinami rzucił mi się w oczy hibiskus. Niewielkie ciemnoróżowe kwiaty właśnie rozkwitają. I tak dołączył do moje kolekcji ponad 30 róży chińskich.
Wakacyjne pamiątki, które rosną
Lubię takie pamiątki znacznie bardziej niż przedmioty stojące później na półce. Roślina żyje, zmienia się i z każdym kolejnym sezonem przypomina miejsce, z którego przyjechała.
Cytryna i Hystrix będą przypominały mi tegoroczne południe Włoch. Figowiec i hibiskus – drogę przez Niemcy. Jeśli dobrze zniosą zmianę miejsca i zimowanie, za kilka lat mogą być już całkiem pokaźnymi roślinami.
Oczywiście przewożenie roślin ma też swoją ciemniejszą stronę. Każdą nową zdobycz trzeba dokładnie obejrzeć, zanim trafi w pobliże innych roślin. Wraz z piękną cytryną czy hibiskusem bardzo łatwo przywieźć sobie również mniej pożądaną pamiątkę: przędziorki, tarczniki, wełnowce albo inne szkodniki. Nowi mieszkańcy ogrodu i domu przechodzą więc najpierw dokładne oględziny i przez pewien czas trzymam ich z dala od reszty kolekcji. Ponieważ nadal jest ciepło wszystkie moje roślinne nabytki odbywają karencję w ogrodzie.
Potem pozostaje już tylko znaleźć im odpowiednie stanowisko i sprawdzić, jak poradzą sobie w nowych warunkach.
Co ogrodnik przywozi z wakacji?
W moim przypadku od lat odpowiedź jest więc prosta: rośliny.
Czy były mi potrzebne?
To chyba nie jest pytanie, które powinno się zadawać ogrodnikowi.
Znacznie lepsze brzmi: gdzie je teraz postawić?
Dodaj komentarz