Początek kwietnia to w moim ogrodniczym kalendarzu zawsze ważny moment. To właśnie wtedy przychodzi czas na pikowanie pomidorów do oddzielnych doniczek. W tym roku Święta Wielkanocne spowodowały przesunięcie terminu pikowania na piątek 10 kwietnia, trzy tygodnie po wysiewie. Samo przesadzanie zajęło mi kilka godzin, ale przygotowania rozpoczęłam dwa dni wcześniej. Przy większej liczbie sadzonek nie da się tego zrobić w pośpiechu.
Dzień pierwszy – odkażanie
Do przygotowania rozsady od lat używam doniczek P9 z trwałego plastiku. To rozwiązanie bardzo wygodne, bo te same doniczki mogą służyć przez wiele sezonów. W tym roku miałam ułatwione zadanie. Nowe doniczki DonKwiat w kolorze szałwiowym nie wymagały odkażania.
Odkaziłam tylko kuwety rozsadowe na których ustawiam doniczki z pomidorami .

Po odkażaniu kuwety zostawiłam do wyschnięcia – tradycyjnie w łazience dla gości, która na chwilę zamieniła się w zaplecze produkcji rozsady. Na szczęście akurat nie spodziewałam się gości.
Dzień drugi – przygotowanie podłoża
Drugiego dnia doniczki ustawiłam po 15 sztuk na jednej kuwecie. Taki układ bardzo ułatwia późniejszą pracę i przenoszenie całych partii sadzonek.

Każdą doniczkę wypełniłam ziemią do pomidorów BiaBella. Gotowe kuwety przyniosłam do domu, żeby podłoże mogło się ogrzać. To drobny szczegół, ale moim zdaniem bardzo ważny. Ciepła ziemia oznacza dla siewek mniej stresu po przesadzeniu. A skoro samo pikowanie jest już dla młodych roślin sporym przeżyciem, nie ma sensu dokładać im kolejnego w postaci zimnego podłoża.
Dzień trzeci – pikowanie pomidorów
W piątek przyszła pora na najważniejszy etap, czyli właściwe pikowanie. Najwygodniej zrobić to na stole w altanie, ale zimna pogoda szybko zweryfikowała te zamiary. Ostatecznie całe ogrodnicze stanowisko pracy powstało w kuchni.
Na blacie ustawiłam wielodoniczki z siewkami oraz kuwety z przygotowanymi wcześniej doniczkami. Każdą siewkę sadziłam głęboko, aż po liścienie. Pomidory bardzo dobrze znoszą takie sadzenie, a nawet wyraźnie na nim zyskują, bo mogą zbudować mocniejszy system korzeniowy. Zdarza się, że po podlaniu ziemia w doniczce opada, wtedy dosypuję kilka łyżek podłoża na wierzch.
Każda sadzonka została opisana skrótem nazwy odmiany na etykiecie. Dodatkowo w tabeli zapisywałam, ile roślin z danej odmiany posadziłam. Przy większej liczbie pomidorów taki system naprawdę się sprawdza i pozwala zachować porządek.

Po przesadzeniu wszystkie sadzonki podlałam ciepłą wodą. Następnie trafiły na dwa parapety w domu, gdzie będą rosły przez najbliższy miesiąc. Potem przyjdzie czas na kolejny ważny etap, czyli wysadzenie ich do gruntu. Pomidorowe lato jest już coraz bliżej.
Po pracy czas na odpoczynek
To były bardzo pracowite dwa popołudnia i piątek. A tu już kolejne prace ogrodnicze, opóźnione przez zimną aurę, czekają na wykonanie.
Na szczęście w niedzielę mogłam już zwolnić tempo, a młode pomidory spokojnie aklimatyzowały się do nowych warunków.
Teraz pozostaje obserwować, jak rosną, nabierają siły i z dnia na dzień coraz wyraźniej zapowiadają nadchodzący sezon. A ja, jak co roku, patrzę na nie z tą samą satysfakcją — bo właśnie od takich małych sadzonek zaczyna się całe pomidorowe lato.